Bellwald

IMG_3377

Pierwszy dzień jazdy miał być dniem lajtowym i rozgrzewkowym. Zmęczenie kierowców po podróży plus fakt, ze niektórzy nie siedzieli na rowerze dwa tygodnie dobitnie sugerował, ze należy sie najpierw rozjeździć. Wybraliśmy leżący nieopodal naszej miejscowości Bellwald. Nie mieliśmy o tej miejscówce żadnych informacji, ale 3 wyciągi wywożące na ponad 2400 i sieć scieżek na zboczach nie musiały nas zbyt długo zachęcać.

4 osobowa ekipa złożona z Kashy, Baukan, Gofera i mnie pakuje się kolejno do 2 wagoników by po chwili wylądować w Bellwaldzie. Przesiadka na krzesełko i jesteśmy na ponad 2000m, przy początku trasy DH. Trase zostawiamy w spokoju i drałujemy do kolejnego krzesełka, gdzie czeka nas zonk. Z rowerami na wyciąg niet. W kierunku obsługi leci kilka epitetów (pani na dole w kasie sprzedała nam bilety na ten wyciąg…) i ruszamy do góry o własnych siłach. Bo cóż innego nam pozostało?

Docieramy na 2400 z lekkim hakiem, stroimy się w plastiki i ruszamy w dół. Początek to stroma ściana, skalne gruzowisko i szukanie ścieżki, wcześniej wypatrzonej na mapie. Po chwili Baukan leci na ziemie. Bardzo dotkliwie stłuczona kostka, całkowicie zwichrowana tarcza hamulcowa. Prostujemy ją na tyle, żeby się dało zjechać na dół (tarcze, nie kostke), Baukan rozważa odbicie w pierwszą lepszą ścieżkę i ewakuację na dół.
Zapada jednak decyzja, ze jedziemy razem dalej. Wpadamy na trudny trawers, który dodatkowo ma interwałowy charakter. Kasha wzywa panie lekkich obczyajów – głupia gleba kończy się porysowaną golenią 66. Kilka minut później Gofer wali o ziemię i obija kostkę (co udaje mi się uwiecznić na zdjęciu ;) ). Nie mija chwila, jak na prostej skalnej ściance na ryj lecę i ja. Dojeżdzam do chłopaków i po kilkunasu metrach na glebe leci tym razem Kasha. Obite żebra i stracony licznik będą mu o Bellwaldzie przypominać przez kilka najbliższych dni. Dalej nie lepiej – ruszam ostatni i na jednym z licznych zakretów wylatuje ze ścieżki, co przysparza mi zwiedzania krzaków kilka metrów niżej. Wracam na górę tylko po to, żeby na przestrzeni 50 metrów polecieć w ten sam sposób jeszcze 2 razy.

Słońce coraz niżej, bukłaki zaczynają świecić pustkami a przed nami ostre podejście. W końcu docieramy na początek trasy zjazdowej. Resztkami sił udaje nam się zjechać w całości do Bellwaldu, gdzie Baukan, z uwagi na kostkę wybiera asfalt. Gofer też, choć jeszcze tego nie wie ;) . Ja z Kashą odbijamy w jakiś szlak pieszy. Na początek singiel z mało przyjemnymi rowami odwaniającymi. Dalsza część zjazdu wydaje mi się do czegoś podobna… To szlak, do którego niejednokrotnie śliniłem się oglądając Virtous i zjeżdzającego tam Sache Roberta.
Spadamy wprost na rozwidlenie szlaków i wybieramy odbicie na prawo, skąd wg. mapy miała prowadzić ścieżka prosto do naszego powozu. Po dłuższej chwili zachwycania się ujeżdzanym trawersem orientujemy się, ze coś tu nie gra. Mapa którą mieliśmy okazuję się być mocno nieaktualna, odbicie, w które celowaliśmy nie istnieje. Musimy się wrócić. Mnie odcina prąd, wody nie mamy już od jakiegoś czasu, nie mówiąc o jakimkolwiek jedzeniu (No bo po co brać coś więcej, niż batony, skoro jedziemy na lajt? ;) ).
Odnajdujemy właściwy szlak, którym to zlatujemy pod sam samochód…

Zdecydowanie nie był tu udany dzień. Ale mimo, ze jechało mi się koszmarnie, udało mi się wyjść bez szwanku.
Po wszystkim mieliśmy poważne obawy, co przyniesie kolejny dzień…

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>