Beskid Mały, duże problemy

P1020292

Połowa kwietnia to najwyższy czas żeby wreszcie wybrać się gdzieś w góry. Pierwszy wyjazd w sezonie, więc i mniej ambitny, co nie oznaczało oczywiście nudy. Stanęło na zachodniej części Beskidu Małego, częściowo po trasie nieoficjalnego listopadowego emtb trophy. Jak się okazało, było aż nazbyt ciekawie :)

W trzyosobowej ekipie składającej się ze mnie, Zdana i Mateusza zaczęliśmy od podja… podej… mieszanego sposobu dostania się na Gaiki czerwonym szlakiem ze Straconki, aby również nim później zjechać. Szło ciężko – dużo zaległych tematów rowerowych i zastałe mięśnie spowodowały, że tempo dotarcia na górę przypominało bardziej emerycką wycieczkę krajoznawczą.
Kiedy wreszcie można było zawrócić maszyny w jedynie słusznym kierunku (znaczy się w dół) okazało się, że nie jest lepiej. Zero świeżości, gibkości, koordynacji wzrokowo-ruchowej, jednym słowem dramat, który ratowała chyba tylko słuszna ilość skoku w zawieszeniach. Zresztą pierwsza okazja do przemyśleń nad stanem ducha i ciała nadeszła szybko – Mateusz po pierwszej korzenno-kamienistej sekcyjce złapał snake’a. Po chwili zadumy i pomocy koledze dobrym słowem dalsza część zjazdu bynajmniej nie przebiegała lepiej. Okazało się, że turyści, którzy podchodzili za nami, a których minęliśmy na zjeździe postanowili urozmaicić nam zjazd kładąc na szlaku spore ilości gałęzi i kłód. Podejrzewam, że miało to na celu raczej odstraszenie będących w tej części Beskidów częstym widokiem crossowców, ale padło na nas. Co najgorsze zniszczyli również fajny drewniany przejazd nad zwalonym drzewem mniej więcej więcej połowie szlaku, który na szczęście częściowo dało się naprawić. Problemy jednak miały się dopiero zacząć. Przy przejeździe po sporych kamieniach między drzewami nagle usłyszałem znajome syczenie z okolic tylnego koła. Pomyślałem – co u licha?? Przecież mam dopiero co zrobiony mleczkowy system bezdętkowy, który miał zapobiegać takim przygodom. Okazało się, że jakiś wredny beskidzki kamień postanowił przeciąć oponę tuż poniżej bieżnika i stało to zbyt dużym wyzwaniem dla mleczka. Próby napompowania całości spełzły na niczym. Całe powietrze zeszło dwa razy szybciej niż przy zestawie opona+dętka i zostałem z flakiem. Zmiana dętki babrając się w mleczku nie należała do najmilszych, a pozostałości na szlaku pozostawiły spore pole dla wyobraźni kolejnych turystów :) Przy okazji okazało się również, że cieknie mi hamulec i załatwiłem trzy sprężynki od klocków, fajnie. W międzyczasie Mateusz się ulotnił do domu, tak więc w dwójkę zjechaliśmy do Straconki. Co ciekawe chyba wyzwolona podczas naprawy adrenalina sprawiła, że reszta zjazdu poszła mi jako tako. Ogólnie koniec czerwonego szlaku podoba mi się bardziej niż początek.

Ze Straconki udaliśmy się żółtym szlakiem przez Rogacz na Magurkę Wilkowicką. Podejścia opisywać nie będę, bo było równie żałosne jak podejście na Gaiki. I nie zmienił tego Zdan, któremu coś się stało i na swojej nowej ramie zaczął w pewnym momencie pocinać do góry jak mały traktorek. Pod Magurką chwila na podziwianie beskidzkich widoków wylegując się na łące i czas ruszyć w dół. Odcinek do Rogacza mało interesujący, za to odcinek między odbiciem czerwonego szlaku z Rogacza w stronę Wilkowic dosyć ciekawy. Przy okazji okazuje się jak nawierzchnia i chęć wygranej (:)) potrafią zmienić perspektywę odbioru tej samej trasy. Nie pamiętam zupełnie żeby podczas listopadowego trophy były tam takie dwa fajne progi :) Pod schroniskiem spotykamy dwóch zjazdowców, którzy proponują zjazd jakąś ich trasą. Brzmi ciekawie, ale jednak wolimy trzymać się szlaku czerwonego, który to na nieszczęście od schroniska zrobił się mało ciekawy. Po przejechaniu kilkuset metrów zauważamy turystę z psami idącego jakąś boczną nieoznakowaną ścieżką. Po zapoznaniu się z sugestią, że ten jest ciekawszy niż dalsza część czerwonego szlaku jedziemy ścieżką. Fajnie, bo dosyć stromo, przyczepność taka sobie, adrenaliny dodawały leżące tu i ówdzie gałęzie. Niestety ścieżyna praktycznie nie miała zakrętów. Jakby dołożyć zakręty można by się poczuć jak na początkowej sekcji czarnego szlaku ze Szczebla do Kasinki. Wyjeżdżamy przy jakiejś opustoszałej kotłowni,przed nami jeszcze tylko kilka kilometrów dojazdu do Straconki, gdzie zostawiliśmy samochód. Ufff… W ten oto sposób moje pierwsze góry w tym roku zaliczone, mam tylko nadzieję, że sprawdzi się maksyma „złe dobrego początki”.

Trasa: Straconka – Gaiki – Straconka – Łysa przełęcz – Rogacz – Magurka Wilkowicka – Rogacz -  Wilkowice

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>