Całkiem Rovna z niej hola

rovna-hola

Przemierzając blachosmrodem kolejne kilometry w strone południowych sąsiadów, zza chmur wyłaniała się nadzieja, inaczej zwana błękitnym niebiem. Po przekroczeniu nieistniejącej granicy pokazuje się słońce, co skutkuje ogólną poprawą nastrojów. Po zabookwaniu noclegu w Ruzomberoku, ruszamy do małej mieściny usytuowanej w jednej z niezliczonych dolin, w słowackich górach. Dojeżdżamy na miejsce, wypakowywujemy bicykle i zaczyna padać. Niektórzy przebąkują coś o powrocie i ciepłych basenach, ale ostatecznie ruszamy do góry.

Decydujemy się wrzucić na ruszt szczyt, z którym miałem okazję się już zapoznać w zeszlym roku. Taki, a nie inny wybór, został spowodowany chęcią wyspania się, jako, że całej ekipie towarzyszył permanentny brak snu.

Podejście uskuteczniamy szlakiem, którym zjeżdzałem. Zapamiętałem go jako genialny singiel, zwieńczony szutrową autostradą. Jednak, jak się okazuje, leśnik, to leśnik. Nie istotne, czy to Polak, czy to Słowak. Czy to PN, czy też nie. Na wspomnianym singlu szaleje traktor. Kolejny wspaniały szlak do skreślenia. Morale upada. Pada deszcz, na chwile ustaje, potem znowu. I tak w kółko. Robi się coraz chłodniej, docieramy na szczyt, od dłuższego czasu zatopiony we mgle. Na górze czeka na nas schron wielkości psiej budy. Dobre i to, przynajmniej nie wieje.

Pierwszy tego dnia zjazd, prowadzący na Bociańskie siodło, na mapie prezentuje się jako elegancki singiel. W przeciwieństwie do szlaku, ktorym zdobywaliśmy kolejne metry, tym razem nie ma zawodu. Łagodnie opadająca scieżka trawersuje jedno z ramion Rovnej, troche szybkich, troche wolniejszych odcinków. Humory się poprawiają.
Następnie czeka nas troche wspinaczki i interwałowej jazdy, aż do finalnego zjazdu.
Na początek bardzo ostre przyspieszenie i lufa po grzbiecie. Ścieżka lawiruje pomiędzy koleinami wyżłobionymi przez deszcz. Kilka minut niczym nie zmąconej szybkościówki. Końcówka zjazdu, to dość stromy, wilgotny i techniczny singiel, który przyjemnie kontrastuje z poprzednim fragmentem. Spadamy pod Certovice, jeszcze tylko kawałek asfaltem do auta…

Trasa może nie do końca relaksacyjna, ale byliśmy tego samego zdania – trasa udana w 100% ;)

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>