Epoka lodowcowa cz. 1

4

W dzień numer „vier” postanowiliśmy opuścić naszą dolinę i pojechać do miejscowości Fiesch, aby zdobyć Eggishorn i ponapawać oczy panoramą najdłuższego w Europie lodowca Aletsch. Niejako przy okazji jest to 1800 metrów przewyższenia do zjechania. Z Fiesch (ok. 1050 metrów) na Fiescheralp (ok. 2250 metrów) dostajemy się wagonikiem, niestety do kolejki na Eggishorn nie wpuszczają rowerów… Rzecz rzadko spotykana w Szwajcarii i tym bardziej zachęcająca do zdobycia tej nieznanej nam górki :) Drogę do stacji kolejki na Eggishornie (ok. 2870 metrów) pokonujemy więc pieszo co nie jest takie złe, bo przy okazji możemy sprawdzić czym będziemy zjeżdżać. Szczególną ciekawość wzbudza ostatnie 200 metrów, które tak na mapach jak i „na żywo” sprawia wrażenie niedostępnej. Potężne gołoborze poprowadzone stromymi zboczami obserwowane z dołu nie zdradza obecności jakiegokolwiek szlaku, ale jednak jesteśmy w Szwajcarii, więc szlak się spokojnie znajduje :)

Góra to powalający widok na lodowiec Aletsch. Podczas wcześniejszych wypraw do Szwajcarii mogliśmy go podziwiać ze sporo mniejszej wysokości, więc sam lodowiec nie jest dla nas nowością, za to jeśli ktoś ma do wyboru tylko jedno miejsce na jego zobaczenie to Eggishorn jest chyba na pierwszym miejscu. Na górze po raz pierwszy podczas wojaży do Szwajcarii spotykamy Polaków. Starsze małżeństwo jest zafascynowane, że my tu z rowerami na górę i rowerami na dół i w ogóle ekstrema, szacunek itd. itp. Pan pokazuje nam w zamian zdjęcia swojego roweru trekkingowego, którym w weekendy z kolegami kręci po 200 km… To tyle jeśli mowa o ekstremie :)

No to jedziemy. Górny odcinek momentami trzeba odpuścić, popalić daje głównie ekspozycja. Człowiekowi się odechciewa patentowania jeśli alternatywą dla zrobienia stromej agrafki „od kopa” jest lot kilkadziesiąt metrów w dół prosto na skały. Poza tymi fragmentami jest ciężko, ale do jazdy, takie „P” do pokazania na jednej ręce ;)

Po pokonaniu górnej sekcji czas na sekcję środkową, najmniej przyjemną ze względu na ulepszenie ścieżek w postaci ogromnej ilości odprowadzeń wody. Co prawda nie są to zabójcze dla opon i obręczy kamienie postawione na sztorc, rodem z Gornergrata, tylko rowy ze ściankami wzmocnionymi płaskimi kamieniami, za to w ilości takiej, że w połowie zjazdu ręce i nogi dosłownie płoną. Trochę szkoda, bo ten odcinek byłby idealny jako płynna szybkościówka.

Po zjechaniu do stacji kolejki na Fiescheralp czeka nas jeszcze dzisiejsze creme de la creme, czyli chyba najlepsza oficjalna trasa DH na świecie. Około 1200 metrów w pionie po trasie, która kiedyś była zapewne zwyczajnym szlakiem. Teraz jedynymi sztucznymi elementami jakie posiada są materace na drzewach, otaśmowanie i oznaczenie. A tak to po prostu momentami bardzo stroma, najeżona kamieniami i korzeniami wąska leśna ścieżka, która jest w stanie zmęczyć każdego. Coś pięknego :) Po zjeździe naładowani psychicznie i wyczerpani fizycznie pakujemy się do samochodu i w drodze powrotnej planujemy kolejny dzień, chociaż wybór może być tylko jeden…

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>