Kysucky Fatra’nsfer

P1060823

Zawsze intrygowały mnie sprytne terenowe sposoby na dotarcie do odległych, obserwowanych nieraz z daleka punktów. Tymczasowy – miejmy nadzieję – brak porozumienia między słowacką a polską koleją był dobrym pretekstem by wturlać się o własnych siłach do Terchovej, skąd prowadzą szlaki na widowiskową grań Małej Fatry, wytykaną palcem z beskidzkich szczytów, nierzadko z rozrzewnieniem…
Ten zalegający już od dawna w szufladzie projekt, zawierał obowiązkowy punkt wycieczki – tajemniczy, spory akwen w Nowej Bystrzycy. Napatrzyłem się już w  tę niebieską plamę na mapie (a raz już nawet przejeżdżałem nieopodal – link), toteż tym razem trzeba było poznać wreszcie to miejsce.

Plan był taki – pierwszy dzień we włóczęgowym stylu (i kapuśnianej aurze), coby dobić do Terchovej. Drugi natomiast – przy prognozowanej żylecie na niebie – przeznaczony na wyborną jazdę po granii MF. Mimo tej prognozy, faktyczne warunki obserwowane z domowego zacisza i donosy o opadach śniegu w górach jakoś nie budziły wiary, że będzie dobrze. Ale niecierpliwe podglądanie webkamerki na Snilovskim Siodle, a konkretniej – analiza, że śniegu na ławce pod górną stacją kolejki wcale nie przybywa, a totalna mgła dookoła może skrywać znośne do jazdy warunki, dały optymistyczne podstawy do tego, by zapewnić Andrzeja że warto ruszyć, bo aura łaskawościa swą niewątpliwie zaskoczy. I faktycznie, tak było. A dokładniej, to było tak…

Kapuśniak

Gdzieś za Soblówką

W Rajczy wylatujemy z pierwszego porannego pociągu i wleczemy się leniwie w stronę Soblówki. Krótka przerwa w Ujsołach na uzupełnienie prowiantu w lokalnym supersamie, podglądając przy tym jak mieszkańcom upływa sobotni poranek. To ciekawe, kawałek od domu, a już udziela się to fantastyczne poczucie odmiany od powszednich miejsc, nawet w takim mikroformacie.

Towarzyszące nam niepokojące nacieki z nieba próbuję zatuszować optymistycznymi zapewnianiem Andrzeja, że nazajutrz będzie już na pewno nieporównywalnie lepiej. Andrzej w końcu łączy się z bazą (Łorsoł), skąd nadana zostaje szczęśliwa interpretacja meteorogramów zgodna z moimi zapewnieniami ;) . Dobijamy do granicznego Przysłopu, skąd w końcu będzie trochę w dół.

Zjazd do Vychylovki cieszy – mimo że błotnisty, i zupełnie bez wyrazu (poza paroma fajnymi chatami). Cieszy, bo mamy wrażenie że wjeżdżamy w jakąś inną krainę (po pierwszych metrach po słowackiej stronie chmury ustąpiły słońcu!)

Za granicą

Słowacka Kanada

Droga do zbiornika do ostatnich metrów trzyma w napięciu. Dopiero po podjechaniu na sam poziom zapory ujawnia się niespodziewana malowniczość tego miejsca.

Zbiornik w Nowej Bystrzycy

Czyste jezioro otoczone iglastym lasem – taka perspektywa widziana z chodnika na zaporze skojarzyła mi się z… Kanadą. Sztuczny zbiornik w Nowej Bystrzycy powstał w latach ’80 poprzez zalanie wsi Riečnica i Harvelka (w Riečnicy zachował się zabytkowy kościół zabytkowy kościół – wygląda uroczo, trzeba kiedyś odwiedzić). Z zapory ruszamy wąską asfaltową drogą prowadzącą z doliny Bystrzycy na Orawę. Dukt wygląda na niepubliczny, bo na początku zagrodzony szlabanem, ale z tego co widzieliśmy to strażnik łaskawy i 2 wozy przepuścił.

Mapy tego terenu nie mamy. Za to przed wyjazdem wklikałem kilka punktów kontrolnych do GPS, by sprawnie przedrzeć się na wskroś Gór Kisuckich. Skręcamy więc na którymś rozstaju w prawo i szutrami zdobywamy powoli wysokość.

...

Raz po raz – dostrzegając na horyzoncie urywającą się nić duktu na konturze pagórka – liczymy, że „tam na górze” na pewno już będzie widać naszą weekendową mekkę, Małą Fatrę znaczy się. Teren sobie jednak stroi z nas żarty, i pokazuje pożądane oblicze dopiero później, i to niekoniecznie w tak widowiskowy sposób.

Smak jesiennej kiełbasy...

Wreszcie, widząc nasz cel jutrzejszy – elektryzującą grań MF, a także i dzisiejszy – Terchovą w dolinie – decydujemy się na upragnioną ucztę. Mając przed, a raczej pod sobą miejsce noclegu jak na dłoni, bezstresowo rozpalamy ognisko…

Łąkami błyskawicznie zlatujemy do Terchovej, w której to znalezienie noclegu okazuje się nie takie proste. Błąkamy się dłuższą chwilę by ostatecznie znaleźć wolny pokój w domu u starszej pani, tuż na wylocie do doliny Vratnej. Wieczorem mikro zakupy (obowiązkowe już w słowackim Lidlu buły z serem), małe piwo, a przed snem coś ciepłego plus kilka „rutinoscorbinów” na ubicie objawów przeziębienia.

Planowaną o 4:00 pobudkę zgodnie przesuwamy parokrotnie o „jeszcze 10 minut”. O 4.30 w końcu zrywam się z łóżka by pobiec do okna… Klarowność ciemnoszarego nieba usłanego gwiazdami powoduje uśmiech na twarzy…. Szykuje się długi dzień!

Klimaty w dolinie

Gospodyni ku naszemu zaskoczeniu budzi się, gdy po cichu próbujemy opuścić domostwo. Żegna nas uprzejmie, a my – punkt 5.00, w spokoju zaczynamy toczyć w głębi doliny, w stronę kolejki linowej na (a właściwie pod) Chleb. Najpierw szlakiem, a później „jak leci” gramolimy się pod kolejką. Ciszę przerywa kilkukrotny ryk niedźwiedzi, na szczęście dobiegający gdzieś z oddali…

 

Gdy mozolnie gramolimy się w stronę Snilovskiego Sedla, ruszają nad nami wagoniki wiozące pierwszych turystów. Mamy słoneczną niedzielę, ławki pod Chatą są już dość mocno obsadzone, tak więc przechodzimy obok cichutko na paluszkach. Na samym siodle jest cudnie. Dookoła dalekosiężne spektrum wczesnozimowych panoram. Widoczność tego dnia jest fantastyczna.

Powoli wyłania się fatrzańska czołówka

Na grani

Planowane odwiedziny na Chlebie jednak odpuszczamy i podchodzimy od razu na Wielki Krywań. Podejście sprawdziłem już parę tygodni wcześniej z żoną, wiem wiec, że jest ono tylko formalnością. Spokoju nie daje mi tylko ta klamka przedniego hamulca, zachowująca się jakby w przewodach nie było w ogóle płynu… Wnet stajemy na szczycie Krywania, a ja pocieszam się że po rozgrzaniu na zjeździe, hamulec się jednak obudzi. Pamiątkowe foto i…

… dajemy w dół. Hamulca jak nie było – tak nie ma, choć nie utrudnia to zbytnio „szusowania” po śniegu. Jesteśmy już na Pekelniku, przed nami jazda czarowną granią. Interwałowe, dość uporczywe momenty, czy końcowe tachanie złomu na Krywań to nic. Bo przecież wokół ten niekończący się horyzont, a pod stopami jesienne, choć już nieco przybledłe, barwy pofałdowanych fatrzańskich grzebiecików w zimowej otulinie. A do tego jeszcze przygrzewające popołudniowe już słońce. Jest pięknie.

...

W końcu Mały Krywań. Zgoła inny nastrój niż u wyższego brata parę godzin wcześniej. Chyba bardziej kameralnie. No i ten kamień, przywodzący na myśl łapczywe wojaże ze Zdanem A.D. 2009 w lipcowym słońcu.

W głowie rodzą się pewne obawy, co to będzie na mini-ściankach bez hamulca, ale na szczęście da się go trochę napompować, by móc stawić grawitacji opór tuż przed stromszymi sekcjami. Notabene już jakby mniej stromymi niż te 2 sezony temu.

Smaczki

Dogrzewamy przez polankę do Sedla Priehyb, co oznacza, że musimy niestety opuścić grań. Niestety – bo ma się ochotę poznać w końcu Suchego. Dumnie się pręży i ponoć ma charakterek… (napisali w Życiu Warszawy)
A my odbijamy w niebieski, znany mi już szlak. Po prostu – porządna dawka zjazdowej frajdy bez większych trudności. Chociaż, mocne skupienie zalecane, bo z wąziutkiej ścieżki wylecieć nietrudno.

Wartko tracimy wysokość. Tak wartko, że w dolnej części lasu gubimy szlak. To nic, nawigujemy na czuja do potoku, i już jesteśmy w… Dolinie Kur :) . Niedzielno-popołudniowy sielski klimat – kolarze, spacerowicze, a my wklejamy zawieszenia w byle głupie dziury. Byle tylko jeszcze wycisnąć coś z tego zjazdu!

Słowackie powroty

Przed nami~10 km do Żyliny. Lecieć trzeba prędko, bo za niespełna godzinę odjeżdża ostatni pociąg w stronę domu. Docieramy na ostatnią chwilę. Wysiadka w Serafinovie, i znów na ostatnią chwilę dojeżdżamy do Zwardonia, już w półmroku.
Ile sił pędzę z pociągu do domu, by czym prędzej zrzucić górski ciuch i porwać wóz, bo o 21:00 w Bielsku niedzielna Msza Św. „ostatniej szansy”, tzn. dla spóźnialskich. Udało się!

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>