Odświeżony klasyk

3

Dzień numer trzy to stały punkt programu, czyli Gornegrat. Wdrapujemy się na niego tradycyjnie kolejką z Zermatt. Zdecydowanie najbardziej atrakcyjny sposób na zdobycie prawie 3100 metrów :)
Gornergrat poza 1,5 km przewyższenia oferuje także, eufemistycznie rzecz ujmując, niezłe widoki. Praktycznie same czterotysięczniki na horyzoncie, kilka lodowców i przede wszystkim on, czy też ona – Matterhorn. Niestety tego dnia pogoda jeszcze nie wróciła do szwajcarskich standardów i widoczność nie jest taka na jaką zasługuje to miejsce. Na szczęście chociaż na kilka minut Matterhorn zrzuci z siebie chmurzastą sukienkę.

Na samym szczycie są jeszcze obecne pojedyncze płaty na wpół stopniałego śniegu, ale nie przeszkadza bardzo w jeździe. Górne 100 metrów nie jest najciekawsze, szeroka szutrówka z kilkoma zakrętami to nie to po co się jedzie do Szwajcarii. Niżej jednak robi się ciekawiej, szczególnie jeśli się lekko zboczy ze szlaku. Duże głazy ułożyły się w formacje, które pozwalają obrać dziesiątki ciekawych linii przejazdu, vertowych, piecowych czy jakie tam kto sobie wymyśli :) Na szlak wracamy żeby pokonać kilka płynnych, kamienistych agrafek i dojechać do jeziorka Riffelsee, z którego już tylko szybka ścieżka w okolice Riffelberg, środkowej stacji kolejki. Tutaj uzgadniamy dalszy przebieg trasy. Alternatywy mamy dwie, albo objeżdżone już kilka razy strome agrafki albo dłuższy wariant „z momentami”. Wybieramy wariant drugi. Początek to gładka i mówiąc po młodzieżowemu epicka, wijąca się zboczem ścieżka. Za to widoczne na mapie „momenty” oznaczały ciasne, strome i najeżone kamieniami agrafki. Na skali „Pe” byłyby u samego szczytu, jeśli tylko bym pamiętał sposób oceniania :)

Dalsza część to już ogień spod hotelu Riffelalp. Szybki, płynny zjazd z szerokimi agrafkami zakłócany jest tylko charakterystycznymi odwodnieniami. Postawione na sztorc kamienie zmuszają do wyhamowania, a Zdan łapie na nich gumę. Dwuściankowy Maxxis – budowniczowie ścieżek 0:1. Na sam koniec jeszcze kilka technicznych sekcji i wypadamy w Zermatt. Pozostaje powrót do domu. Wymęczony Zdan wybiera turlanie się asfaltem, ja decyduję się na równoległą do asfaltu trawersującą ścieżkę. Gdyby tylko w Polsce było więcej takich trawersów…

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (3)

  1. Pil

    Czas wreszcie wjechać tam o własnych siłach :) Przypomnijcie ile kosztuje wjazd wyciągiem? 60e?

  2. yoonior

    Bez jaj – nie po to człowiek do Krainy Wyciągów i Kolejek jedzie, żeby marnować czas i siły na podjeżdżanie :D

    Największy urok sterylnej Szwajcarii to możliwość korzystania z dobrodziejstw ich infrastruktury i robienia wycieczek jak najlepiej to wykorzystujących – dzięki temu można np. zrobić jednego dnia trasę mającą np. 2000m+ deniwelacji. I to jest piękne! A nie dymanie pod górę :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>