W krainie trolli i fiordów

IMG_7747

Polska żegna nas piękną, słoneczną pogodą. Temperatura zachęca do wyciągnięcia się na leżakach, znajdujących się na górnym pokładzie promu. Powoli z horyzontu znika linia brzegowa naszego kraju, wzmaga się wiatr, więc na decyzję o ewakuacji pod górny pokład nie trzeba było długo czekać. Po spędzonych 10 godzinach na morzu, bramy otwierają się i jesteśmy w Skandynawii. Szwecja wita nas znacznie niższymi wskazaniami słupka rtęci, niebem zasłoniętym przez ciemne chmury i padającym deszczem. Taki zestaw atmosferyczny będzie nam towarzyszył przez całą podróż do norweskiej miejscowości Nerskogen, z której zaczniemy rowerową eksplorację.

Na miejsce docieramy późnym popołudniem. Nie pozostaje nic innego, jak znaleźć miejsce pod rozbicie namiotów, zjedzenie kolacji i położenie się spać. Noc jest bardzo zimna, rano namioty są pokryte lodem a my nieźle zziębnięci. W końcu ruszamy na trasę. Pogoda od rana dopisuje – słoneczko i całkiem przyjazna temperatura.  Łapiemy się szlaku i atakujemy niezbyt okazały, acz całkiem przyjemny szczyt Nonshøa, wznoszący się na zaledwie 1205m. Nabierając wysokości odsłaniają się przed nami co raz to piękniejsze widoki, skąpane w jesiennych kolorach. W oddali widać pasma przywodzące na myśl krajobraz księżycowy, jakiego do tej pory nie miałem szansy oglądać. Na górę wdrapujemy się niespodziewanie szybko, więc zapada decyzja o freeridzie przez skalisto-trawiasty płaskowyż. Potem ponownie łapiemy szlakowe słupki, które wiodą nas do podnóża gór. Po zapakowaniu się do auta przemieszczamy się kawałek na południe do malutkiej wsi Storli, położonej niemalże w sercu gór. Znajdujemy polankę na biwak i wcinamy obiadokolację w promieniach zachodzącego słońca.

Fot. Piotr Zdanecki

Plan na kolejny dzień jest niezwykle ambitny, jednak teren po jakim przyszło nam się poruszać (niekończący się interwał po mokradłach) oraz siąpiący deszcz nakazuje nam zadowolić się jedynie pętelką w okolicach górskiego jeziora Gjevilvatnet. Wycieczkę tego dnia ratuje zaserwowany na sam koniec zjazd – jest fantastyczny! Od wąskich trawersów, przez super szybkie single biegnące grzbietem aż po techniczne wstawki. Postanawiamy zostać w tym samym miejscu na kolejną noc, bo chodzi nam po głowie chytry plan zdobycia ponad 1500m Okli.

Fot. Daniel Klawczyński

Fot. Piotr Zdanecki

Rano słońce zagląda nam do namiotów, więc pakujemy manatki i wskakujemy na częściowo już znany szlak. Tym razem jednak odbijamy w prawo na stok Okli, a nie w stronę jeziorka, jak wczoraj. Podejście staje się bardzo ciężkie, przez znakomitą część drogi rower spoczywa na plecach, bo o pchaniu nie ma mowy, nie wspominając o podjeżdżaniu. Partie podszczytowe, coraz bardziej skaliste, będą stanowić niebagatelne wyzwanie na zjeździe. Z samej góry rozpościera się piękna panorama na okoliczne szczyty, pasma i górskie jeziora. Czas niestety nas goni, więc zbroimy się i w dół. Płynne przejechanie całości, a szczególnie górnej części wymaga sporych umiejętności i dozy skupienia. Na koniec zjazd odpuszcza, a po leśnych liniach rower płynie sam.

Fot. Daniel Klawczyński

Następnie transferujemy  się na wschód, do leżącej nad samym morzem norweskim miejscowości Farstad. Rano, przy akompaniamencie deszczu, ruszamy na podbój wznoszącego się na 700m ponad nasze głowy Melen. Atak powzięliśmy niestety ze złej strony, gdyż ścieżka prowadząca nas w pewnym momencie zanika, a sam szczyt od południa wydaje się nie do zdobycia. Kolejny raz improwizujemy bezścieżkowo przez grań i lądujemy przy aucie.
Bogatsi o doświadczenie, następnego dnia wdrapujemy się już od dobrej strony, na początku szutrówką, mijając jeziorko Skatenvatnet, a potem miłym singielkiem na przełęcz pomiędzy Melen i Sjurvarden. Ponownie pogoda się psuje, a przed nami ostre pchanie i noszenie na sam szczyt. Na górze długo nie bawimy, bo wiatr i nadciągający deszczowy front skutecznie do tego zniechęcają. Koniec końców opad nas dopada i tak zjeżdżamy na sam dół. Zjazd niezbyt wyrafinowany, góra wymagała jedynie mocnego trzymania kierownicy, a ścieżka na dole również nie oferowała szczególnych trudności. Jedyny fragment, który podnosił ciśnienie, to krótki, bardzo wąski odcinek skalnej grani z mocno wyśrubowanym poziomem.

Fot. Daniel Klawczyński

Kolejnym punktem wycieczki jest położona nad samiusieńkim fiordem Fjøra, do której dotarliśmy przez osławioną drogę trolli (Trollstigen). Niestety nie było nam dane wiele zobaczyć z racji brzydkiej pogody i przejazdu tamtędy późnym wieczorem. Nasz poranny zapał do zaliczenia wznoszącego się na kilometr ponad nas Mefjelleta szybko studzi obfity opad deszczu. Po pewnym czasie pogoda pozwala wysiąść z samochodu i wyruszyć na trasę, z czego skrzętnie korzystamy. Znowu długi podjazd szutrówką i podejście na sam szczyt. Docieramy na górę, gdzie niestety zostajemy otoczeni gęstymi chmurami. Silny wiatr i nadchodzący deszcz szybko wyganiają nas w dół, na co prawdę mówiąc czekałem. Zjazd z samego wierzchołka jest genialny, wijący się singielek z dużą ilością skał, miejscami pokazujący pazur, stanowiąc nie lada wyzwanie. Smaczku dodaje fakt, że wszystkie kamienie są obrzydliwie mokre od świeżego deszczu.

Fot. Daniel Klawczyński

Po dotarciu na dół, ruszamy do oddalonego o 300km Østerbø. Na miejscu jesteśmy dopiero rano, bo na biwak zatrzymaliśmy się w pobliskim Aurland. Niestety, od rana pogoda pod psem. Czekamy w aucie aż do 13, kiedy wreszcie przestaje padać i możemy zasiąść na siodełka. Naszym celem tego dnia było przejechanie popularnej i bardzo urokliwej doliny Aurlandsdalen. Trasa miała mieć 18km i być zjazdem. Tradycyjnie rzeczywistość była odmienna od tego, co wyczytaliśmy w internecie. Ścieżka cały czas prowadzi interwałowym trawersem dolinki, jednak nagromadzenie ścianek, skałek i masy innych technicznych elementów było naprawdę imponujące! Mimo tendencji spadkowej, szlak wiele razy prowadził pod górę, co niestety sporo mu ujmuje. Gdyby ta ścieżka była w całości zjazdem…

Po zjechaniu na dół, do Vassbygdi, kierujemy się do niezbyt oddalonego Geilo, szczycącego się ogromną ilością wyznaczonych tras rowerowych. Jak się można domyślać 90% z nich to asfaltowe i szutrowe trasy, ale i tak udało się nam znaleźć coś dla siebie. Po deszczowych dniach wreszcie widzimy słońce, na niebie nie odnotowujemy ani jednej chmurki, a temperatura pozwala na swobodne hasanie w krótkich rękawkach. Wdrapujemy się na grzbiet górujący nad miasteczkiem. Trasa krótka, ale bardzo przyjemna, grzbietowa ścieżka jest wręcz stworzona pod rower, mimo że prowadzi w kierunku nie do końca zgodnym z grawitacją. Docieramy na początek zjazdu, który początkowo prowadzi sporym płaskowyżem, w końcu wpadającym do lasu, a my nabieramy prędkości i po kilku minutach pieca jesteśmy na dole. Pozostaje powrót do samochodu wzdłuż jeziorka Ustedalsfjord, w którym odbijają się ostatnie promienie zachodzącego słońca.

Fot. Piotr Zdanecki

Nasz wyjazd powoli dobiega końca, jednak zanim opuścimy kraj trolli i fiordów zahaczymy o popularne wśród turystów Hovden. Na miejscu jesteśmy dość wcześnie, więc jeszcze tego samego dnia wyruszamy na niezbyt okazały Hovdenuten. Na pierwszy rzut oka bardzo niepozorny, jednak oferujący najciekawsze 300m w pionie całego wyjazdu. Praktycznie bez przerwy sekcje techniczne, ścianki, agrafki, ekspozycja, skały i korzenie. Tylko czemu tak krótko…?

Kolejne dni to już deszczowa przeprawa przez norweskie i szwedzkie drogi do Nynäshamn, gdzie czeka na nas prom, na którym ponownie spędzamy 10 nudnych godzin, w oczekiwaniu na przybicie do brzegu.

Dwa tygodnie spędzone na północy były bardzo ciekawe, całkowicie odmienne od tego, co możemy spotkać w polskich górach, nie mówiąc już o kontraście między Norwegią a Gruzją. Chętnie bym tam wrócił, jednak o innej porze roku, bo jesienna słota naprawdę jest w stanie zepsuć wyjazd. Charakter gór i trudność występujących w nich ścieżek nie dają o sobie zapomnieć, napełniając chęcią na powrót.

  • Tekst: Piotr „Zdan” Zdanecki
  • Zdjęcia: Piotr „Zdan” Zdanecki, Daniel Klawczyński, Wojtek Szlachta

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>