Wielka chochla

IMG_6339

Pobudka o bardzo wczesnej godzinie pozwala nam zebrać się do startu już o 10 ;) Na początek czeka nas podjazd ulubioną nawierzchnią każdego rowerzysty w głąb doliny. Tym razem pogoda nie nawala i od samego rana nasze czerepy ogrzewa słońce. Asfaltowaniu towarzyszą ładne widoczki, to na Chochelke, to na Wielką Fatrę, a to na Salatin. Charszowi tak spodobał się podjazd, że aż przestrzelił odbicie na szlak ;)

Szlak prawie w całości jest już mi znany z zeszłorocznej tułaczki, więc wiem, co nas czeka. Szutrówka przecinająca polane szybko zamienia się w singielka, a po wejściu do lasu, w stromą i najeżoną korzeniami ścieżkę.

Docieramy na grań, wokół rozlewają się prześliczne panoramy na okoliczne pasma. Przed nami wąska ścieżka pnąca się w górę przez kosodrzewinę, aż zachęca do podjazdu. Kawałek dość stromego podejścia i wskakujemy na szczyt, z którego w zeszłym roku odbiliśmy na południe, tonąc w objęciach kosówki. Stosujemy się do przysłowia, które mowi, że dwa raz do tej samej rzeki się nie wchodzi i jedziemy dalej. Krótki zjazd i pniemy się grzbietem w stronę naszego celu. Ostateczne podejście i jest. Przed naszymi oczami roztacza się królewska panorama, zostajemy nakarmieni widokami do syta, wprost z Wielkiej Chochli.

Zjazd to ultra przyspieszenie na grzbiecie, lawirowanie wśród kamieni w kosówce i techniczne zmagania z agrawkami i korzeniami. Dzień kończymy w jednej z knajp, pamiętających czasy socjalizmu, racząc się zimnym Martinerem oraz podziwiając nowe trendy mody wśród słowackiej młodzieży.

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>