Żywiecki come back

thumb-zywiecki_come_back

Tym razem doroczny plan – kilka dni w „faterkach” u południowych sąsiadów – wziął w łeb (przynajmniej na razie). Tymczasowy brak towarzystwa, jak i ostatecznie zawirowania ze swoim własnym dostępnym wolnym czasem uniemożliwiły beztroskie swawole doprawiane smakiem wybornego Kozela i podłych kiełbas (Zdan z Andrzejem ponoć domniemywają, co takiego się kryje za ich smakiem).

Ale trzeba brać życie, jakim jest i zadowolić się tym, co mamy, tzn. co możemy mieć w jeden dzień. Koncepcja „zachłanna”, czyli co można zrobić w 1 dzień w Małej Fatrze mając do dyspozycji rower i vlak? Chyba nic, bo obecnie składy nie przejeżdżają ze Zwardonia na Słowację, co dość poważnie wydłuża próbę dojechania i powrotu w ten sam dzień.

Ostatecznie stanęło na poczciwym Beskidzie Żywieckim, ale za to z postawionym mu ultimatum – pod kołami ma się znaleźć choćby parę metrów czegoś nowego, dobrego. I co? Chyba się udało!

W pociągu

O jak dobrze było wstać na pierwszy możliwy pociąg, by wycisnąć z dnia ile się da. Po drodze spotykam miłego starszego pana, który raczy mnie kilkoma ciekawymi historiami wojennymi z terenów Lipowskiej i Prusowa. Super, lubię takie lokalne ciekawostki.

Rajcza, Nickulina, odbicie na żółty szlak, który dyskretnie mi umyka i zamiast na Zapolance, ląduję w trawskach i młodnikach gdzieś pod Kiczorą, za co przypłacam błyskawicznie przemoczonymi butami i małą stratą czasową. Do tego „zbieram” kilka kleszczy, które na szczęście udaje się zawczasu zlokalizować na ubraniu. Nie ma co, świetny start jak na dość ambitny plan dnia :) .

W drodze na Trzy Kopce

Na „halkach” w drodze na Lipowską prawie po staremu. Nieznacznie wyjeżdżony jest fragment pod Redykalnym, dorobiono nową zrywkostradę. Poza tym bez zmian, podjeżdża się świetnie. Szkoda tylko, że tym razem bez znamiennych dla szlaku żółtego południowych panoram. Przynaglany chęcią odrobienia porannej straty dość szybko wbijam na Rysiankę i sunę w dół by potem wgramolić się na Trzy Kopce.

Graniówkowy interwał jakoś zlatuje. Na Taneczniku opuszczam szeroki dukt, obierając szlak niebieski, którego stroma ścieżyna pozwala sprawnie zdobyć wysokość.

A z samego Pilska fantastyczny kosówkowy tunel i wariacka sekcja kończąca się u szczytu wyciągów. Później zdradliwa szybkościówka pod schronisko. Może ktoś zna lepszy wariant? Niestety, akurat zmaganie się z żółtym szlakiem w pojedynkę byłoby nierozsądne…

Miziową opuszczam czym prędzej by zanurzyć się w lesie, kryjącym coś nowego (jak dla mnie) – zachwalany przez Sebasa szlak czerwony. Pomijając kilka przeszkadzających drzew i kamiennych sekcji (nie wiem jak wysoko trzeba mieć suport i co mieć w łydach żeby się po nich wspiąć) jedzie się doprawdy wybornie. Ponadto cała otoczka (klimatyczne gęstwiny paproci) tworzą całkiem nietuzinkowy odcinek jak na Beskidy.

Czerwony z Miziowej

Klimaty na czerwonym z Miziowej

Na dokładkę po złączeniu z niebieskim granicznym mamy atrakcyjne kamieniste stromizny, a na sam koniec gładką szybkościówkę wylatującą na Przełęczy Glinne. A tam obowiązkowy już niemal ;) zakup oscypków dla mej lubej i czilałt asfaltem do Orawskiej Polhory.

Słoneczna popołudniowa aura i kilka € w kieszeni kuszą by wstąpić do mijanej knajpy na łyk Bażanta albo chociaż Kofolki. Trzeba jednak obejść się smakiem, bo przede mną mozolna droga w stronę Mędralowej i spółki. Mozolna, ale jak się okazuje tylko w teorii.

To się nazywa poczucie estetyki

Tak naprawdę podjazd Doliną Polhoranki mija przyjemnie  – to zasługa dobrej nawierzchni, znikomego nachylenia i przede wszystkim wielkiego spokoju w dolinie. Spotkałem tylko jednego człowieka, poza tym żadnych leśnych maszyn czy odgłosu karczowanych lasów. Asfalt opuszcza się niemalże dopiero pod samym Tabakowym Siodłem. Tym sposobem migiem  jestem na grani, skąd czeka mnie dość uciążliwy fragment podjazdu / podejścia singlem, którego rozmokłą konsystencję można określić jako „gnój” :) . Tuż pod Mędralową odbicie na zielony i wylot na łąkę pod Kolistym Groniem. Teraz pora na coś nowego – kawałek sowitego zjazdu na Przełęcz Klekociny.

Szpula w dół na Klekociny

Nie jestem dobry w opisywaniu zjazdów. Pamiętam jednak, że ani słowa narzekania nie było i grzało się konkretnie. Dodatkowo brak snejków świadczy, że nie była to „prymitywna” kamlotowa młócka. Pięknym momentem było wynurzenie się z lasu by „wypaść” w przestrzeń z widokami na przysiółki na stokach Beskidka (fot. obok).

Na Klekocinach wyczekiwana przerwa na naładowanie akumulatorów (za pomocą kiełbasek oczywiście – informacja dla Arcziego ;) ), telefon do bazy z prośbą o sprawdzenie pociągów z Suchej Beskidzkiej, i już można obrać kierunek – Jałowiec. Cieszę się niezmiernie, bo nigdy tam nie byłem.

W drodze na Czerniawę Suchą zachwycam się rześkością lasu na pewnym odcinku – moją uwagę przykuła intensywna woń mchu.

W drodze na Czerniawę Suchą

Z wierzchołka krótka (acz zapewniająca dawkę endorfin) szpula do Przełęczy Suchej i ostateczny wypych Halą Trzebuńską na szczyt Jałowca. Przyjemne to miejsce, a późnopopołudniowa pora tylko sprawiała, że nie chciało się stamtąd zwlekać w dół.

Na szczycie Jałowca

Z Jałowca pędzę do Przełęczy Cichej niebieskim szlakiem. Bardzo sympatyczny kawałek zjazdu. Szkoda że taki krótki. A po nim dylemat – czy obrać kierunek Sucha Beskidzka jadąc dalej niebieskim szlakiem przez Opuśniok, a potem asfaltami do Suchej, czy zjechać w stronę Koszarawy i na pociąg do Żywca? Opcja „suchobeskidzka” kryła w sobie zjazd ze Wsiórza, czyli tzw. „wsiórski singletrack” – jak to ładnie G3Riders nazwali ten krótki zielony szlak do Stryszawy Górnej. Jednak wygrała obawa, że nie zdążę na 20 do Suchej, więc zdecydowałem się na asfaltowe do bólu kilometry do Żywca. Skoro tak, to chciałem jeszcze – będąc na przełęczy – poszukać oznaczonych na mapie Compassu ruin posterunku granicznego III Rzeszy. Niestety mnie nie udało się tego miejsca zlokalizować.

Folklor musi być

Później żałowałem, że nie zdecydowałem się na drogę do Suchej. Chyba byłaby atrakcyjniejsza, a już na pewno krótsza niż ten niekończący się monotonny asfalt przez Koszarawę i resztę… Niemniej, wielka radocha po ukończeniu trasy odwiedzając kilka nowych szlaków, miejsc.

Koniec

Trasa:

Rajcza PKP > Nickulina > Kiczora > Zapolanka > Redykalny Wierch > Hala Lipowska > Rysianka > Trzy Kopce > Tanecznik > Góra Pięciu Kopców > Pilsko > Hala Miziowa > Przeł. Glinne > Revuca / Oravska Polhora > Vysny Tajch > Przeł. Jałowiecka (Tabakowe Siodło) > Mędralowa (odbicie zielonym) > Przeł. Klekociny > Czerniawa Sucha > Jałowiec > Przeł. Cicha > Koszarawa > Przyborów > Jeleśnia > Żywiec PKP

Zobacz także...

...poprzednią: , kolejną: lub inne fotorelacje »

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>